środa, 6 sierpnia 2014

Chapter 2. Will be adopted

*Lily pov*
Obudziło mnie głośne pukanie do drzwi.
-Kurwa-przeklnęłam cicho.
Leniwie wstałam z łóżka. Od razu poczułam chłód drewnianej, nieco już zniszczonej podłogi w moim pokoju. Otworzyłam lekko drzwi, przeczesając moje włosy do tyłu.
-Bieber? Czego?-warknęłam.
-Masz dla mnie fajki?
Jęknełam głośno i podeszłam do jednej z szafek. Otworzyłam ją i wyjęłam dwie paczki papierosów, ktorymi rzuciłam w Justina.
-Jeszcze raz mnie obudzisz przychodzac po jakieś gówno a Ci wpierdole Bieber-zagroziłam mu palcem.
Chłopak podał mi kilka banknotów.
-Reszty nie trzeba, Collins-odrzekł ochryple.
Dopiero teraz zauważyłam, że jest bez koszulki. Oblizałam odruchowo usta.
Justin się zaśmiał.
-Zrób zdjęcie. Zostanie na dłużej.
-Rozmówny dziś jesteś, widzę-wysłałam mu mordercze spojrzenie.
-Mam dobry humor-uśmiechnął się zadziornie.
-Och, naprawdę? A to dlaczego? Zaraz...nie interesuje mnie to-zaśmiałam się.
-Zostaje adoptowany Collins-i znów jego idiotyczny uśmiech.
Mimowolnie uśmiechnęłam się.
-Gratulacje Bieber-powiedziałam i zamknęłam drzwi.
Położyłam się na łóżko i zaczęłam krzyczeć w poduszkę. Co jest ze mną nie tak? Po chwili znów zasnęłam.
Jakiś czas później znowu wybudziło mnie głośne pukanie do drzwi.
-Jak to Bieber to przysięgam, że mu wpierdole-szepnęłam.
Wstałam i wolno podeszłam do drzwi. Głośno westchnęłam i je otworzyłam. Moim oczą ukazał się jeden z opiekunów.
-Niczego nie zrobiłam przecież-zaczęłam zfrustrowana.
-Lily nie o to chodzi. W ciągu 30 minut masz się zgłosić do dyrekcji.
Kiwnęłam znacząco głową i zamknęłam drzwi.
Podeszłam do szafy i wybrałam czarne rurki, białą luźną koszulkę do pępka, czarną kurtę ze skóry i białe, krótkie conversy. Umyłam zęby i zrobiłam delikatny makijaż. Poprawiłam jeszcze włosy i wyszłam z pokoju.
*
-Naprawdę-spytałam zafascynowana.
-Tak. Zostajesz adoptowana Lily-powiedział mężczyzna w średnim wieku.
Pierwszy raz od dawna szczerze się uśmiechnęłam.
-Cieszysz się?-dopytywał dyrektor.
-Tak, i to bardzo.
-Idź teraz na śniadanie. Za około 40 minut mają być twoi przyszli rodzice.
-A kiedy będę mogła się do nich wprowadzić?
-Myślę, że do końca tygodnia.
*
Jedząc zauważyłam wchodzącego na stołówkę Justina. Był zły, bardzo zły.
-Ej Bieber-krzyknęłam.
Spojrzałam na mnie z urazą. Co on sobie wyobraża? Podeszłam do niego szybkim krokiem.
-O co Ci kurwa chodzi?-warknęłam.
-Pani Collins zostaje adoptowana. Ciekawe przez kogo. Och może przez ludzi, którzy mieli być moją nową rodziną-zaśmiał się ironicznie-ale co tam. Wolą pieprzoną dziewczynę.
Złość przechodziła przez całe moje ciało. Niekontrolowanie zamachnęłam się i moja pięść wylądowała na policzku Justina.
-Gdybyś nie była pieprzoną dziewczyną wpierdolił bym Ci-krzyknął i odszedł.
Poszłam do swojego pokoju i z całej siły uderzyłam pięścia o ściane. Po chwili cała dłoń była już w krwi. Głośno syknęłam. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi. Westchnęłam i z myślą, że to Justin otworzyłam. Gdy zobaczyłam w nich dwójke obcych ludzi uderzyłam się lekko w głowe.
-Co Ci się stało-spytała przerażona kobieta.
Była ubrana w białą, letnią sukienkę w różowe kwiaty. Na nogach miała ubrane balerinki. Włosy miała naturalnie falowane. Opadały na jej smukłe ramiona. Była wyższa ode mnie o miejwięcej pół głowy.
-Em-zaczęłam nie pewnie.
-Ach no tak! Chcemy być twoją rodziną zastepczą. Nazywam się Chanel, a to mój mąż Rick.
Mężczyzna, który za nią stał był przystojny. Był szczupły, ale umięśniony. Jego włosy postawione były do góry. Ubrany był w czerwono czarną koszulę i zwykłe czarne spodnie. Wyglądał na około 40 lat.
Byli idealni. O takicj rodzicach marzyłam odkąd byłam w domu dziecka. Miałam łzy w oczach.
-Oj kochana! Nie płacz-zaśmiała się miło kobieta.
-Nie, nie. Nie o to chodzi. Chciałabym z państwem porozmawiać...
*
Szłam wolnym krokiem do pokoju Justina. Gdy doszłam głośno zapukałam. Po chwili usłyszałam otwierające się drzwi.
-Czego?-warknął.
Nic nie odpowiedziałam tylko wyminęłam go i weszłam do jego pokoju.
-Co jest Collins?
-Na twoim miejscu zaczęłabym się pakować. Nie dziękuj-powiedziałam szybko i wyszłam z pomieszczenia. Po chwili usłyszałam za sobą krzyk chłopaka.
-Lily stój!
-Co Justin?-jęknełam.
-Czemu?
-Ach, pogadałam z twoimi rodzicami i tak wyszło.
-Nie-przybliżył się do mnie-Czemu to zrobiłaś?-między nami była niebezpieczna odległość.
Lekko się odsunęłam i oblizałam usta.
-Należy Ci się Bieber. Jesteś tu dłużej.
-Lily...
-Wszystko ok, serio. Mam nadzieje, że nie zapomnisz o lasce, która przymycała dla Ciebie fajki?-zaśmiałam się.
-Nie zapomne o dziewczynie, która tyle dla mnie poświęciła-powiedział i odszedł.

_______________________
Hejka:)
Oto rozdzial numer 2.
W nastepnym poscie napisze wam wszystko co powinniscie wiedziec:)
Za jakis czas odnowie wyglad bloga itp. Ale dopiero po wakacjach:)

wtorek, 5 sierpnia 2014

Chapter 1. This is me

22 lipiec 2013 rok- Właśnie wtedy zmarli moi rodzice. Do tamtej pory moje życie było idealne. Wielki dom w środku Los Angeles, wiele przyjaciół i...niesamowity chłopak z podobnie bogatej rodziny. Miałam wszystko. Jednak przez to, że jakiś idiota nie umie prowadzić ciężarówki moje życie się zawaliło.  Wraz ze śmiercia moich rodziców przyjaciele mnie opuścili. Gdy ja potrzebowałam właśnie wtedy pocieszenia oni imprezowali.
Do ukończenia 18 lat trafiłam do domu dziecka. Przez to mój "cudowny" chłopak zakończył nasz "cudowny" związek. Miałam wtedy zaledwie 15 lat. Straciłam wszystko.
Najpierw? Sięgnęłam po fajki. Z początku był to jeden papieros na tydzień. Teraz? Jedna paczka starcza na 24h. Zaczęłam trenować boks. Wyładowuje się na worku treningowym. Jeszcze rok temu ubierałam koszulki z dekoltem, spódniczki i obcasy. Do tego moje włosy zawsze były idealnie ułożone. Teraz? Ubieram zwykłe jeansy i koszulki a do tego ulubioną pare trampek. Żyje samotnie. Nie rozmawiam z ludźmi. Nie uśmiecham się. Kradnę i walczę o to co chcę. Kto by pomyślał, że dziewczyna z dobrego domu mogłaby się, aż tak stoczyć? Stałam się agresywna. Nie myślę o kim kolwiek innym niż o sobie.
To ja. Dla Ciebie Pani Collins.

Nigdy nie pomyślałbym, że w życiu mógłbym mieć jeszcze jakiekolwiek szczęście. Od 7 lat mieszkam w domu dziecka. 7 najgorszych lat. Byłem idealnym typem samotnika. Jedyne rozmowy były z Lily Collins z prośbami o fajki. Stoczyłem się przez rodziców. Byli alkoholikami, nie interesowali się mną. Mieszkałem w małym 2 pokojowym mieszkaniu w Los Angeles. Miałem jednego prawdziwego przyjaciela. Zmarł 3 lata temu. Myślicie, że moje życie to koszmar? Dokuczali mi w szkole tylko dlatego, że nie miałem markowych ciuchów i "mięśni". Kiedyś miałem grzywke i kościste ciało. Teraz? Moje włosy codziennie postawione są do góry, moje ręce "zakryte" są tatuażami. Zaczęłem ćwiczyć. Kto by pomyślał, że to ten sam chłopak?
Nigdy się nie zakochałem. Nigdy nawet nie miałem w kim.
Stałem się agresywny. Nie myślę o kim kolwiek innym niż o sobie.
To ja. Dla Ciebie Pan Bieber.

______________________
Pierwszy rozdział jest zapoznawczy:)
Kolejny bedzie juz nornalny:) pojawi sie do konca tygodnia:)

Charakters

LILY COLLINS (16l.) JUSTIN BIEBER (16l.)

Prolouge

Wiecie co to znaczy zostać zapomnianym? Przestać być ważnym, czuć się odrzuconym? W samotności przesiadywać ze słuchawkaki w uszach? Sztucznie uśmiechając się do otoczenia? I to wszystko dzięki jednej osobie, która tyle dla nas znaczyła. I nagle się wyłaczacie dla każdego kto chcę dotrzec do waszego zranionego serca. Dzięki temu uczymy się życia. Już od najmłodszych lat popełniamy błędy. Wydaje nam się, że nie może być gorzej. Z czasem jednak wiemy, że może. Z wiekiem nasze problemy wydają nam się coraz gorsze. Co zrobić gdy nie mamy na kogo liczyć, albo gdy boimy się komukolwiek zaufać pamiętajac, że nie jedna osoba już nas zraniła? Niektórzy zaczynają się okaleczać, inni sięgają po używki wszelkiego rodzaju. Z dnia na dzień czujemy się coraz gorzej, krzywdzimy się coraz bardziej. W końcu przestajemy czuć. Już nie płaczemy, nie krzyczymy. Chcemy to zrobić. Skończyć ze sobą. I nagle-pojawia się ktoś kto odmienia nasze życie na zawsze. Żałujemy tylko, że nie przybył szybciej. 
Opowiem wam moją historie.
Gotowy?
Możemy zaczynać?
Jesteś pewny?
Zaczynamy!

*historia w połowie oparta na faktach*

___________________________
Chciałabym was serdecznie powitać.
Jak już mogliście przeczytać-historia w połowie będzie oparta na faktach. To nie jest zwykłe opowiadania. Wybrałam akurat tych bohaterów, ponieważ uważam, że oni idealnie będą pasowali.
Gotowy?
Możemy zaczynać?
Jesteś pewien?
Zaczynamy!